Zamknij
REKLAMA

Ireneusz Piwko wie na czym stoi, więc nie rozdrapuje nadmiernie ran. Z kolei Tomasz Staniórski długo w samotności rozpamiętywał stratę punktów

16:00, 06.10.2020 | R.W
Skomentuj ŁKS niczym wielkim tym razem nie zaimponował i akurat był to dobry moment, kiedy należało pozbyć się tych odwiecznych kompleksów. Czy Orzeł mógł w tym dwumeczu pokusić się o wygraną na obu frontach? Ostatecznie wydaje się, że jednak nie, ale w spotkaniu pucharowym można było sobie chyba nie dać odebrać zwycięstwa
REKLAMA

W odstępie dwóch dni Orzeł Kolno rozegrał dwa spotkania z ŁKS-em Łomża. W spotkaniu pucharowym, które trwało 120 minut, poniósł porażkę, natomiast w ligowym zdobył jeden punkt. Szkoleniowiec Orła nie rozdziera jednak szat z tego powodu. Inaczej do sprawy podchodzi trener zespołu z Łomży.  

Po sobotnim remisie i golu zdobytym w końcówce meczu, piłkarze i działacze Orła, przebywający dotąd przy ławce trenerskiej - wpadli na boisko, aby razem cieszyć się z wyniku. To była ogromna radość z tego, że ich zaangażowanie zostało wreszcie w jakiś sposób nagrodzone. To również rezultat rozżalenia po wcześniejszym meczu, gdy dali sobie wydrzeć zwycięstwo. To także względy ambicjonalne, bo nie ma co ukrywać, od lat czujemy się trochę jak kopciuszek przy łomżyńskim zespole.

– Wiadomo, że puchar rządzi się swoimi prawami, dlatego w spotkaniu ligowym to był inny mecz i nie była to ta sama  Łomża, co dwa dni temu – komentuje remis 2:2 trener Orła Ireneusz Piwko. – Pierwsza bramka padła po stałym fragmencie, ale nie mam do chłopaków pretensji, ponieważ dobrze były wykonywane te stałe fragmenty przez ŁKS. Ubolewam nad tą straconą po przerwie, bo uczulałem, żeby cały czas mieć kontakt. Niepotrzebna ta bramka, ale najważniejsze, że się podnieśliśmy z tego wyniku 0:2. Tym bardziej smakuje, że gol zdobyty został w ostatnich sekundach doliczonego czasu.  Daje to nam wiarę, że trzeba walczyć do końca. Teraz jedziemy do lidera i damy z siebie wszystko.

Szkoleniowiec Orła na moment wrócił też do spotkania w Pucharze Polski (czytaj tutaj: z-nieba-do-piekla-orzel-juz-wital-sie-z-gaska-ale-to-jednak-lks-wyszarpal-awans), kiedy to Orzeł prowadził już 5:2, ale ostatecznie przegrał 5:6.

– Wydaje mi się, że każda zmiana w Łomży dawała efekt, a u nas wręcz odwrotnie – podkreśla. – Z minuty na minutę gaśliśmy. Wiadomo też, że ci którzy gonią wynik, to już nie kalkulują. Możliwe, że my troszeczkę przekalkulowaliśmy.

Niezadowolony po remisie w lidze był z kolei szkoleniowiec ŁKS-u. Widać było, że gryzie się stratą punktów. Trzeba zaznaczyć, że prowadzi zespół dopiero od 16 września.

– To nie pierwszy taki mecz, gdzie na przykład z wyniku 1:0 lub 3:2 tracimy bramkę w ostatnich minutach, ale ta bramka wisiała od dłuższego czasu w powietrzu – mówi Tomasz Staniórski. – Przy 2:0 sami prokurujemy sytuacje bramkowe dla przeciwnika.

Trener ŁKS-u najwięcej pretensji ma w tym aspekcie do zawodników najbardziej doświadczonych, którzy powinni wnosić w zespół jakiś spokój.

– Tracimy bramkę na 2:1, cofamy się i siadamy oczywiście fizycznie – podkreśla Staniórski. –  Widać, że fizycznie to jesteśmy wraki, tak uczciwie mówiąc. W konsekwencji przegrywamy mecz. Na tę chwilę, na tyle nas po prostu stać. Takie są fakty. Kto by tu nie pracował, czy przyjdzie Guardiola, Mourinho czy Staniórski, to taki sam będzie efekt tego.

Trener nie chciał w tym momencie oceniać, czym są spowodowane braki kondycyjne.

– Nie osądzałbym byłego trenera, bardziej wydaje mi się, że ci zawodnicy, którzy przyszli, być może nie grali w swoich klubach regularnie – dodaje.  – Na pewno nie grali, bo znam historie niektórych piłkarzy. Być może wynika to po części z jakiegoś tam treningu. Te braki są widoczne gołym okiem, gdzie na zmęczeniu zaczyna brakować dokładnego podania.

W sumie w dwumeczu z Orłem ŁKS zdobył "cztery" punkty, ale  Tomasz Staniórski nie chciał odebrać gratulacji.

– O dwa za mało – podsumował.

ŁKS niczym wielkim tym razem nie zaimponował i akurat był to dobry moment, kiedy należało pozbyć się tych odwiecznych kompleksów. Czy Orzeł mógł w tej rywalizacji pokusić się o wygraną na obu frontach? Ostatecznie wydaje się, że jednak nie, ale w spotkaniu pucharowym można było sobie chyba nie dać odebrać zwycięstwa.

Czytaj więcej: remis-w-meczu-orla-i-lks-u-tym-razem-tylko-cztery-gole

(R.W)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

MM

2 1

Od kiedy w spotkaniach pucharowych zdobywa się punkty?
Gdzie znajdę tabelę z tymi punktami? 20:14, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

piknik piknik

13 0

orzel gra tylko swoimi zawodnikami a łks ma z innych klubów zawodników , Orzeł mógł się pokusic bez wątpienia o dwa wygrane mecze 20:34, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ObiektywnyObiektywny

5 0

To były ostatnie mecze tych drużyn, gdzie Łomża wyciągnęła jakieś punkty. Najbliższe sezony Orzeł absolutnie zdominuje graczy z grodu, gdzie zewsząd czuć zapach prącia 00:27, 07.10.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

bez wątpieniabez wątpienia

3 0

orzeł dysponuje bardzo młodą kadrą, myśle z sezonu na sezon będzie to wyglądało coraz lepiej :) 18:44, 09.10.2020


REKLAMA