Zamknij

Dodaj komentarz

Wiatraki wyższe niż Pałac Kultury? Mieszkańcy gminy Turośl mówią „stop” – i mają ku temu powody

nadesłane 08:31, 25.02.2026 Aktualizacja: 08:32, 25.02.2026
2 Mieszkańcy gminy Turośl mówią „stop” – i mają ku temu powody Sprzeciw mieszkańców wobec planów budowy

Ponad 800 podpisów pod sprzeciwem, obawy o przyrodę, ciszę i przyszłość turystyki. Inwestor uspokaja: „będzie bezpiecznie, będą wpływy z podatków”. Ale w tej sprawie brakuje najważniejszego: konkretów projektu, które pozwoliłyby ocenić realne koszty dla mieszkańców.

Spokojne, rolnicze i przyrodniczo cenne tereny gminy Turośl stają się miejscem narastającego konfliktu. Na pierwszej linii są rolnicy – to oni najliczniej przychodzą na komisje, zabierają głos i otwarcie mówią o swoich obawach.  Nie stoją za nimi oficjalnie ani środowiska biznesowe, ani instytucje. To głównie rolnicy walczą o przyszłość swoich gospodarstw. Obawiają się o swoje grunty, bezpieczeństwo produkcji rolnej i jakość paszy, którą karmią zwierzęta. Wskazują na ryzyko skażenia gleby i wód, a także na możliwe osuszenie terenów, które dziś mają kluczowe znaczenie dla lokalnego rolnictwa. 

Spór o farmę wiatrową w gminie Turośl przestał być lokalną dyskusją na zebraniu wiejskim. Mieszkańcy kilku miejscowości złożyli sprzeciwy do władz gminy – a według jednego z pism podpisy poparcia mają pochodzić od 818 osób. Jednocześnie w tle trwa procedura planistyczna: pod koniec 2025 r. rada gminy przyjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla części obrębów Ksebki, Leman, Łacha, Nowa Ruda i Zimna.

Wójt gminy poinformował, że wystąpił do inwestora o odniesienie się do zarzutów mieszkańców i przekazał odpowiedź spółki do dalszego procedowania. I właśnie ta odpowiedź – choć obszerna – pokazuje fundamentalny problem: pada dużo zapewnień, ale mało danych, które dałoby się zweryfikować.

„To nie wojna z OZE. To obrona miejsca” 

W sprzeciwach mieszkańcy piszą wprost: nie mówią „nie” odnawialnym źródłom energii, ale nie godzą się na przemysłową skalę inwestycji w miejscu, które widzą jako spokojne i przyrodniczo cenne. Podnoszą kwestie hałasu i migotania cienia, ryzyka awarii oraz wpływu na wartość nieruchomości. To argumenty, które pojawiają się w całej Polsce – ale tu dochodzi coś jeszcze: bliskość terenów chronionych i kierunek rozwoju gminy oparty na walorach krajobrazowych.

W okolicy działa rezerwat „Ciemny Kąt” o powierzchni ok. 125,95 ha. W dokumentach strategicznych i środowiskowych pojawiają się też projektowane rezerwaty „Jezioro Łacha” i „Dolina Rzeki Rybnica”. A w regionie funkcjonuje obszar Natura 2000 „Mokradła Kolneńskie i Kurpiowskie” (PLH200020). Innymi słowy: to nie jest „puste pole”, tylko krajobraz, który gmina sama pokazuje jako turystyczny atut.

Inwestor: „będą podatki, normy hałasu i OOŚ” 

Spółka w odpowiedzi wskazuje, że inwestycja będzie musiała spełniać polskie normy hałasu i przejść ocenę oddziaływania na środowisko. Podkreśla też, że inwestycja nie jest planowana na terenie rezerwatu, a kwestie migracji ptaków i nietoperzy mają być zbadane w procedurze OOŚ.

Inwestor argumentuje również finansami: podatek od budowli ma być „stałym dochodem” gminy, a jedna turbina – według szacunków z pisma – może przynosić ok. 250 tys. zł rocznie. To brzmi jak odpowiedź na realny problem wielu gmin: brak pieniędzy na szkoły, drogi i usługi.

Tyle że nawet w tej części pojawiają się przesadzone oczekiwania. Podatek od budowli faktycznie wynosi 2% wartości, ale poziom wpływów „od jednej turbiny” bywa opisywany raczej w widełkach ok. 100–200 tys. zł rocznie, zależnych od wartości i sposobu opodatkowania. A obietnica „energii tańszej nawet o 30% dla mieszkańców” jest dziś hasłem bez pokrycia w konkretnym modelu – bo mechanizmy udziału mieszkańców w Polsce są wciąż w politycznej przebudowie, a ich szczegóły budzą spory.

Najważniejsze pytanie: gdzie są liczby z projektu?

Rzecz nie w tym, że OOŚ i normy hałasu „nic nie znaczą”. Znaczą – i są podstawą prawną działania. Ale bez mapy turbin, odległości do domów, prognoz hałasu i symulacji migotania cienia nie da się ocenić, czy obietnice są realne.

To szczególnie ważne, bo prawo dopuszcza w planie miejscowym odległość turbin od zabudowy nie mniejszą niż 700 m. Sam fakt „700 metrów” nie rozwiązuje problemu uciążliwości: WHO zaleca (warunkowo) trzymanie średniego narażenia na hałas turbin poniżej 45 dB Lden ze względu na ryzyko uciążliwości i zaburzeń snu.

W przypadku ptaków i nietoperzy inwestor słusznie zauważa, że mapy wrażliwości to nie prawo – ale one są używane właśnie po to, by unikać konfliktowych lokalizacji. Unijne wytyczne wprost wskazują, że rozwój energetyki wiatrowej musi uwzględniać ochronę przyrody, a nie być realizowany kosztem środowiska — zwłaszcza w sąsiedztwie obszarów Natura 2000. Co więcej, polskie decyzje środowiskowe dla farm wiatrowych potrafią nakładać obowiązki szczegółowego monitoringu i środków minimalizacji (np. detekcja i wyłączanie turbin w celu ochrony ptaków). To pokazuje, że ryzyko – nawet jeśli da się je redukować technicznie – jest traktowane poważnie.

Dlaczego ta farma nie powinna powstać w tej lokalizacji 

Najuczciwiej postawić sprawę tak: energetyka wiatrowa jako technologia może być potrzebna, ale ta konkretna lokalizacja budzi zbyt wiele racjonalnych wątpliwości.

Po pierwsze – konflikt z walorami przyrodniczymi i krajobrazem, na których gmina buduje swój wizerunek i strategię turystyki.

Po drugie – ryzyko dla ptaków i nietoperzy w mozaice mokradeł i form ochrony; a w takich miejscach zasada „najpierw unikać” powinna być ważniejsza niż „potem łagodzić”.

Po trzecie – brak społecznej akceptacji w skali, której nie powinno się ignorować, bo lokalne konflikty wokół wiatraków są w Polsce zjawiskiem udokumentowanym i potrafią ciągnąć się latami, dzieląc sąsiadów i osłabiając wspólnotę.

Po czwarte – ekonomiczne obietnice są niedoszacowane po stronie kosztów (drogi, spór, utrata spokoju, ewentualne problemy rynku nieruchomości), a przeszacowane po stronie benefitów (kwoty „od turbiny”, „tańszy prąd o 30%”) bez twardych gwarancji prawnych i finansowych.

W tej sytuacji rozsądna decyzja dla rady gminy jest jedna: nie „przepychać” planu na siłę, tylko szukać lokalizacji alternatywnych – mniej konfliktowych przyrodniczo i społecznie. Bo najdroższa inwestycja to taka, która w papierach wygląda jak zysk, a w realnym życiu okolicy zostawia długotrwały konflikt i poczucie, że mieszkańcy zostali postawieni przed faktem dokonanym.

(nadesłane)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

a to dobrea to dobre

2 1

W Kolnie 800 podpisów do kosza wyrzucili, chodzi o sprawę niesłusznie zwolnionego rehabilitanta szpitala w Kolnie, który zresztą wygrał w sądzie.

09:54, 25.02.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

turoślturośl

4 0

Masakra, taki piękny region, a zaraz będzie oszpecony ogromnymi wiatrakami, przecież tu już nikt nie przyjedzie ! Juz pomijam straty dla rolników

10:26, 25.02.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu kolniak24.eu. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%