Ponad 800 podpisów pod sprzeciwem, obawy o przyrodę, ciszę i przyszłość turystyki. Inwestor uspokaja: „będzie bezpiecznie, będą wpływy z podatków”. Ale w tej sprawie brakuje najważniejszego: konkretów projektu, które pozwoliłyby ocenić realne koszty dla mieszkańców.
Spokojne, rolnicze i przyrodniczo cenne tereny gminy Turośl stają się miejscem narastającego konfliktu. Na pierwszej linii są rolnicy – to oni najliczniej przychodzą na komisje, zabierają głos i otwarcie mówią o swoich obawach. Nie stoją za nimi oficjalnie ani środowiska biznesowe, ani instytucje. To głównie rolnicy walczą o przyszłość swoich gospodarstw. Obawiają się o swoje grunty, bezpieczeństwo produkcji rolnej i jakość paszy, którą karmią zwierzęta. Wskazują na ryzyko skażenia gleby i wód, a także na możliwe osuszenie terenów, które dziś mają kluczowe znaczenie dla lokalnego rolnictwa.
Spór o farmę wiatrową w gminie Turośl przestał być lokalną dyskusją na zebraniu wiejskim. Mieszkańcy kilku miejscowości złożyli sprzeciwy do władz gminy – a według jednego z pism podpisy poparcia mają pochodzić od 818 osób. Jednocześnie w tle trwa procedura planistyczna: pod koniec 2025 r. rada gminy przyjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla części obrębów Ksebki, Leman, Łacha, Nowa Ruda i Zimna.
Wójt gminy poinformował, że wystąpił do inwestora o odniesienie się do zarzutów mieszkańców i przekazał odpowiedź spółki do dalszego procedowania. I właśnie ta odpowiedź – choć obszerna – pokazuje fundamentalny problem: pada dużo zapewnień, ale mało danych, które dałoby się zweryfikować.
„To nie wojna z OZE. To obrona miejsca”
W sprzeciwach mieszkańcy piszą wprost: nie mówią „nie” odnawialnym źródłom energii, ale nie godzą się na przemysłową skalę inwestycji w miejscu, które widzą jako spokojne i przyrodniczo cenne. Podnoszą kwestie hałasu i migotania cienia, ryzyka awarii oraz wpływu na wartość nieruchomości. To argumenty, które pojawiają się w całej Polsce – ale tu dochodzi coś jeszcze: bliskość terenów chronionych i kierunek rozwoju gminy oparty na walorach krajobrazowych.
W okolicy działa rezerwat „Ciemny Kąt” o powierzchni ok. 125,95 ha. W dokumentach strategicznych i środowiskowych pojawiają się też projektowane rezerwaty „Jezioro Łacha” i „Dolina Rzeki Rybnica”. A w regionie funkcjonuje obszar Natura 2000 „Mokradła Kolneńskie i Kurpiowskie” (PLH200020). Innymi słowy: to nie jest „puste pole”, tylko krajobraz, który gmina sama pokazuje jako turystyczny atut.
Inwestor: „będą podatki, normy hałasu i OOŚ”
Spółka w odpowiedzi wskazuje, że inwestycja będzie musiała spełniać polskie normy hałasu i przejść ocenę oddziaływania na środowisko. Podkreśla też, że inwestycja nie jest planowana na terenie rezerwatu, a kwestie migracji ptaków i nietoperzy mają być zbadane w procedurze OOŚ.
Inwestor argumentuje również finansami: podatek od budowli ma być „stałym dochodem” gminy, a jedna turbina – według szacunków z pisma – może przynosić ok. 250 tys. zł rocznie. To brzmi jak odpowiedź na realny problem wielu gmin: brak pieniędzy na szkoły, drogi i usługi.
Tyle że nawet w tej części pojawiają się przesadzone oczekiwania. Podatek od budowli faktycznie wynosi 2% wartości, ale poziom wpływów „od jednej turbiny” bywa opisywany raczej w widełkach ok. 100–200 tys. zł rocznie, zależnych od wartości i sposobu opodatkowania. A obietnica „energii tańszej nawet o 30% dla mieszkańców” jest dziś hasłem bez pokrycia w konkretnym modelu – bo mechanizmy udziału mieszkańców w Polsce są wciąż w politycznej przebudowie, a ich szczegóły budzą spory.
Najważniejsze pytanie: gdzie są liczby z projektu?
Rzecz nie w tym, że OOŚ i normy hałasu „nic nie znaczą”. Znaczą – i są podstawą prawną działania. Ale bez mapy turbin, odległości do domów, prognoz hałasu i symulacji migotania cienia nie da się ocenić, czy obietnice są realne.
To szczególnie ważne, bo prawo dopuszcza w planie miejscowym odległość turbin od zabudowy nie mniejszą niż 700 m. Sam fakt „700 metrów” nie rozwiązuje problemu uciążliwości: WHO zaleca (warunkowo) trzymanie średniego narażenia na hałas turbin poniżej 45 dB Lden ze względu na ryzyko uciążliwości i zaburzeń snu.
W przypadku ptaków i nietoperzy inwestor słusznie zauważa, że mapy wrażliwości to nie prawo – ale one są używane właśnie po to, by unikać konfliktowych lokalizacji. Unijne wytyczne wprost wskazują, że rozwój energetyki wiatrowej musi uwzględniać ochronę przyrody, a nie być realizowany kosztem środowiska — zwłaszcza w sąsiedztwie obszarów Natura 2000. Co więcej, polskie decyzje środowiskowe dla farm wiatrowych potrafią nakładać obowiązki szczegółowego monitoringu i środków minimalizacji (np. detekcja i wyłączanie turbin w celu ochrony ptaków). To pokazuje, że ryzyko – nawet jeśli da się je redukować technicznie – jest traktowane poważnie.
Dlaczego ta farma nie powinna powstać w tej lokalizacji
Najuczciwiej postawić sprawę tak: energetyka wiatrowa jako technologia może być potrzebna, ale ta konkretna lokalizacja budzi zbyt wiele racjonalnych wątpliwości.
Po pierwsze – konflikt z walorami przyrodniczymi i krajobrazem, na których gmina buduje swój wizerunek i strategię turystyki.
Po drugie – ryzyko dla ptaków i nietoperzy w mozaice mokradeł i form ochrony; a w takich miejscach zasada „najpierw unikać” powinna być ważniejsza niż „potem łagodzić”.
Po trzecie – brak społecznej akceptacji w skali, której nie powinno się ignorować, bo lokalne konflikty wokół wiatraków są w Polsce zjawiskiem udokumentowanym i potrafią ciągnąć się latami, dzieląc sąsiadów i osłabiając wspólnotę.
Po czwarte – ekonomiczne obietnice są niedoszacowane po stronie kosztów (drogi, spór, utrata spokoju, ewentualne problemy rynku nieruchomości), a przeszacowane po stronie benefitów (kwoty „od turbiny”, „tańszy prąd o 30%”) bez twardych gwarancji prawnych i finansowych.
W tej sytuacji rozsądna decyzja dla rady gminy jest jedna: nie „przepychać” planu na siłę, tylko szukać lokalizacji alternatywnych – mniej konfliktowych przyrodniczo i społecznie. Bo najdroższa inwestycja to taka, która w papierach wygląda jak zysk, a w realnym życiu okolicy zostawia długotrwały konflikt i poczucie, że mieszkańcy zostali postawieni przed faktem dokonanym.
a to dobre09:54, 25.02.2026
W Kolnie 800 podpisów do kosza wyrzucili, chodzi o sprawę niesłusznie zwolnionego rehabilitanta szpitala w Kolnie, który zresztą wygrał w sądzie.
turośl10:26, 25.02.2026
Masakra, taki piękny region, a zaraz będzie oszpecony ogromnymi wiatrakami, przecież tu już nikt nie przyjedzie ! Juz pomijam straty dla rolników
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu kolniak24.eu. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Oświadczenie chirurgów: ostatnie słowo
Starosta do odwołania!!!!!!!!!! Kiedy sesja powiatu w tej sprawie!!!!!!!!!!!!!!
kolni
11:29, 2026-02-25
Oświadczenie chirurgów: ostatnie słowo
#tematdlauwagi
Obserwator
11:27, 2026-02-25
Mężczyzna ukradł domofon z prywatnej posesji
Przykro ale nic się nie stało Pan policjant z tym sobie poradzi ale się opisywać afera na calego
000
11:26, 2026-02-25
Pierwsza w tym roku sesja sejmiku województwa
UM widzi, że dzisiaj znów napadało śniegu i trzeba coś z tym zrobić? Czy chodniki to też "brocha" ludzi i sami mamy odśnieżać? Z tego co zaobserwowałam nie macie w tym urzędzie za dużo pracy. To cyk sołtys i jego pazie za łopaty i w miasto. Chociaż z drugiej strony, patrząc na to w jaki sposób zarządzane jest miasto, to lepiej zostańcie w urzędzie i róbcie to co najlepiej wam wychodzi czyli *%#)!& w stołek.
Anja
11:10, 2026-02-25