Politycy pytani o ewentualny akces Polski do Rady Pokoju nie wypowiadają się jednoznacznie.
Wiceminister spraw zagranicznych Władysław Teofil Bartoszewski (PSL) zwrócił uwagę dziennikarzom w Sejmie, że wchodzenie do nowego gremium międzynarodowego wymaga zgody traktatowej, czyli decyzje musi podjąć rząd, parlament, a na końcu prezydent. - W tej chwili rząd analizuje ten projekt, nie ma jeszcze ostatecznego stanowiska. A prezydent nie może sam się do tego zgłaszać, bo to zobowiązuje państwo do pewnych działań - zaznaczył.
Dopytywany był, czy MSZ jest bliższe jakiegoś stanowiska w sprawie rady? - Nie ma jeszcze przeprowadzonej szczegółowej analizy, a bez tego nikt nie podejmie żadnej decyzji. To jest na razie projekt rzucony medialnie, a dokumenty zobaczyliśmy dopiero wczoraj, trudno na razie się do tego odnieść - mówił Bartoszewski. - Nie mam wiedzy ile czasu daje sobie rząd na decyzje, ale na pewno będzie to robił sprawnie - dodał.
Z kolei szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Kowal (KO) ocenił, że propozycja utworzenia tzw. Rady Pokoju jest „troszeczkę nadmiernie dramatyzowana” i nie należy przywiązywać do niej zbyt dużej wagi. Podkreślił, że na tym etapie są to jedynie deklaracje polityczne, bez konkretnych dokumentów i szczegółowych rozwiązań. - Żeby zbudować alternatywę dla ONZ, to trzeba by na tym popracować pewnie ze 20 lat - ocenił.
- Zobaczymy, czy w ogóle ta organizacja powstanie. Przywódcy często zakładają nowy klub, nową organizację - to ani nie jest temat do żartów, ani do jakiejś nadmiernej ekscytacji - to jest normalne w polityce, że jakiś istotny przywódca chciałby na tym etapie mieć krąg przywódców z którymi się konsultuje. Ale nie mylmy tego z organizacją międzynarodową, bo żeby z tego powstała organizacja międzynarodowa, to się trzeba jeszcze trochę napracować - podkreślił polityk KO.
Dodał, że z polskiej perspektywy niekorzystne byłoby wchodzenie w logikę „mega resetu” z Władimirem Putinem. Polityk przypomniał, że Rosja, atakując Ukrainę, spowodowała również ogromne straty po stronie Polski. Dlatego - jak powiedział - w pierwszej kolejności powinniśmy te straty wyliczyć, następnie wystawić rachunek Rosji.
Także szef sejmowej Komisji Obrony Andrzej Grzyb (PSL) ocenił w rozmowie z PAP, że kwestia Rady Pokoju „wymaga głębokiego namysłu”. - Zdajemy sobie sprawę, kto jest inicjatorem tego przedsięwzięcia, ale cele tej Rady Pokoju nie są jasne. Z jednej strony mamy sygnał, że docelowo ma to zastąpić ONZ, choć z drugiej strony prezydent USA zachęca ONZ do lepszego wykorzystywania kompetencji - powiedział Grzyb.
Polityk PSL zwrócił też uwagę, że ewentualny akces do Rady Pokoju wiązałby się ze zobowiązaniami finansowymi, ok. 3,5 miliarda złotych rocznie. Nie wiadomo zaś, w jaki sposób uruchomić takie środki finansowe.
Poza tym nie wiadomo, dodał, jak wyglądałby mandat takiej Rady Pokoju, czy ograniczałby się do Strefy Gazy, czy obejmował także inne obszary, czyli np. Ukrainę. - Trzeba wziąć pod uwagę to, że do tej rady zostali zaproszeni przedstawiciele państw, które są agresorami, czyli Rosja i Białoruś. Mamy spotkać się w ramach Rady Pokoju z tymi, którzy sieją wojnę? - zapytał retorycznie polityk PSL.
Na ten sam aspekt zwraca uwagę senator i członek senackiej komisji ds. UE Kazimierz Ujazdowski. - Na pewno nie śpieszyłbym się z akcesem do Rady Pokoju na miejscu prezydenta Nawrockiego, dlatego że obecność w niej razem z przywódcami państw agresywnych i zagrażających Polsce stanowi rzecz niezwykle ryzykowną z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. Zaś polityka amerykańska w dobie Trumpa zmienia się z dnia na dzień, pierwszą rekomendacją powinien być brak pośpiechu i przyjrzenie się tej inicjatywie - powiedział Ujazdowski PAP.
Z kolei były wiceminister obrony Marcin Ociepa (PiS) przyznał, że sprawa Rady Pokoju to „moment próby” dla polskiej dyplomacji, choć jego zdaniem docelowo Polska powinna się tam znaleźć, zwłaszcza jeśli Rada Pokoju okaże się nową odsłoną przeżywającej kryzys Organizacji Narodów Zjednoczonych.
- Skoro byliśmy wśród państw założycielskich ONZ, powinniśmy być wśród założycieli nowej organizacji - powiedział Ociepa PAP. - Natomiast na pewno nie na chybcika i na wariata. Powinno się przestrzegać procedury przystępowania do organizacji międzynarodowych i robić to w taki sposób, żeby zabezpieczyć polskie interesy - dodał. Przyznał zarazem, że „w tej sprawie nie możemy się pomylić”, zaś „jeśli Polska się pomyli, to tylko raz”.
Bardziej jednoznaczni rozmówcy PAP są natomiast w kwestii Grenlandii. Zdaniem Grzyba, o ile wysyłanie tam wojska jest niepotrzebne, bo byłoby odebrane jako demonstracja wobec USA, o tyle premier Tusk dobrze zrobił, udzielając politycznego wsparcia Danii w tej sprawie.
- Polska żyje w strefie zagrożenia rosyjskim imperializmem i musi być krajem, który broni prawa międzynarodowego i integralności terytorialnej. Jeśli przyłożymy rękę do podważenia tej zasady gdziekolwiek, będziemy ryzykować zapłaceniem wysokiej ceny w przyszłości - zaznaczył Ujazdowski.
- Polska nie może wysyłać żołnierzy na Grenlandię, ale nie może też akceptować jakichkolwiek rozwiązań siłowych. Jeśli ktoś ponad głowami Duńczyków zdecyduje o Grenlandii, to kiedyś ponad głowami Polaków zdecyduje o fragmencie naszego terytorium - ocenił Ociepa. - Bezpieczeństwo Polski zależy od obecności wojsk amerykańskich, ale musimy tłumaczyć naszym amerykańskim partnerom, że zgoda na jednostronną aneksje jakichkolwiek terytoriów Polsce się jako żywo kojarzy się z Krymem, a wcześniej z rozbiorami Polski, choćby w 1939 roku - dodał polityk PiS.
W miniony czwartek Donald Trump ogłosił sformowanie Rady Pokoju, która ma nadzorować nowe władze Strefy Gazy – jej powołanie zostało zapisane w przygotowanym przez stronę amerykańską planie pokojowym, na który zgodził się zarówno Izrael, jak i palestyński Hamas.
Podpisanie dokumentu założycielskiego Rady Pokoju ma nastąpić w czwartek w szwajcarskim Davos, które ma odwiedzić prezydenta USA w związku z odbywającym się tam Światowym Forum Ekonomicznym. Państwa członkowskie Rady Pokoju mają być wybierane przez Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą ponad 1 mld dolarów za stałe członkostwo. Trump ma zostać dożywotnim prezesem o niemal nieograniczonych uprawnieniach. Według dotychczasowych doniesień medialnych do Rady miało zostać zaproszonych 60 państw, a - jak podał Bloomberg - dotąd zdecydowało się do niej dołączyć 10. (PAP)
pś/ pab/ mro/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu kolniak24.eu. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Jak bawili się seniorzy w Borkowie (fotorelacja)
Uroczystość prowadził Mariusz i Ania. Macie złe informacje. Przecież nawet na zdjęciach widać.
Nieprawda
07:41, 2026-01-22
Czy kolneńskie służby zdają zimowy egzamin?
miasto Kolno wyglada gorzej,jak w czasach PRLU
prawda
23:47, 2026-01-21
Kolneńska komenda Policji na podium
Gratuluję!
Mieszkanka
18:41, 2026-01-21
Kolneńska komenda Policji na podium
Kiedy ofsik będzie trzepał kasiorkę ?
Prawdziwy Zigi
18:22, 2026-01-21