Zamknij
REKLAMA

Stu za jednego

10:30, 21.11.2019 |
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Pomnik upamiętniający mieszkańców wsi Nowa Ruda - wywiezionych do obozów koncentracyjnych 8 lipca 1944 r. (fot, archiwum gminy Turośl)

– Wybiegłam w koszuli, prosto z łóżka. Szłam za nimi – płakałam i krzyczałam: puśćcie tatę, puśćcie tatę i brata – tak po latach, drżącym głosem, opowiada jedenastoletnia wówczas Zofia Stachelek[1].

W czerwcu 1944 roku, w gminie Turośl, Niemcy aresztowali jedenaście osób i osadzili  w areszcie żandarmerii w Turośli. Po jakimś czasie, zatrzymanych Polaków postanowiono przetransportować kolejką wąskotorową do Ostrołęki.

Wówczas organizacja podziemna pod dowództwem inżyniera Romana Kozła pseudonim „Łużyca” i jego zastępcy Hieronima Rogińskiego pseudonim „Róg” podjęła decyzję o odbiciu więźniów.

Poza wymienionymi w skład grupy operacyjnej weszli: Sawicki pseudonim „Wicher”, Stanisław Długozima pseudonim „Burza” oraz „Chmura”.

Wymienionych wsparło jeszcze dwóch mężczyzn z bronią myśliwską, należących do ruchu oporu i spokrewnionych z aresztowanymi.

Przeprowadzenie akcji zaplanowano w lesie pod wsią Rudne – Łyse. Przed południem pociąg nadjechał i zatrzymał się na uprzednio rozkręconych przez partyzantów torach. Aresztowanych konwojowało czterech żandarmów z posterunku w Turośli. Prawie bez walki zatrzymanych uwolniono[2].

Strach przed zdemaskowaniem spowodował, że podjęto decyzję o zlikwidowaniu konwojujących żandarmów. W wyniku tej akcji czterech żandarmów zginęło. W odwecie za to, Niemcy spośród mieszkańców gminy Turośl, aresztowali czterystu mężczyzn, przyjmując proporcję – za jednego Niemca stu Polaków[3].

Czytaj tutaj: _powstal_symboliczny_pomnik_upamietniaj_cy_45_mezczyzn_wywiezionych_do_obozow_koncentracyjnych

Tak dramatyczne rozstania, jak w rodzinie Zofii Stachelek, przeżyto w setkach domów, szczególnie w Nowej Rudzie, Turośli, Wanacji, Cieloszce, Cieciorach, Popiołkach.

– Przybyli we wczesnych godzinach rannych 8 lipca 1944 roku – zapowiadał się wtedy upalny dzień – szli tyralierą od strony Turośli i Cieloszki. Zachodzili do każdego domu i zabierali młodych mężczyzn. Oszczędzili tylko kobiety, dzieci i starców – wyjaśnia pani Zofia. – Później poszłam z mamą i babcią nad rzekę Turośl, gdzie Niemcy prowadzili, w stronę Turośli, powiązanych drutem kolczastym aresztantów.

- Mama niosła na rękach rocznego braciszka Władysława. Babcia Małgorzata zaczęła prosić jednego z Niemców, aby uwolnił mojego tatę Bronisława, wówczas czterdziestopięcioletniego mężczyznę i szesnastoletniego brata Jana. Wtenczas ten uderzył trzykrotnie babcię karabinem. Zakrwawiona upadła na ziemię – opowiada Zofia Stachelek. – Dostrzegłam w tej wędrówce żony, matki i dzieci innych aresztowanych, przeżywające dramat rozstania.

– Tego samego dnia, wczesnym popołudniem, poszłyśmy do Turośli zanieść ubrania i żywność dla taty i brata. – Widziałam, jak aresztowanych przetrzymywano na placu ogrodzonym kolczastym drutem. Pilnowali ich żołnierze niemieccy. Nie zabraniali podejść do ogrodzenia. Korzystając z tej okazji mama z babcią podały paczkę z żywnością i ubraniem. Później zgonili ich na środek wsi, załadowali na samochody ciężarowe i pod silną eskortą wojska powieźli w stronę Myszyńca. Płacz i lament słychać było z każdej strony. Dla większości to były ostatnie chwile z najbliższymi – już nigdy nie wrócili do swoich rodzin, również mój brat i tata – wzdycha pani Zofia.

Umieszczono ich najpierw w obozie przejściowym w Działdowie, stamtąd po wstępnych przesłuchaniach przewieziono do Ornety, gdzie w nieludzkich warunkach pracowali przy budowie lotniska. Ostatecznie, mocno już przerzedzeni chorobami i złym traktowaniem, wylądowali w obozie koncentracyjnym  Stutthoff. Do domu wrócili nieliczni.

Tego feralnego dnia zabrali również mojego dziadka Faustyna Krysiak i stryja Bronisława Krysiak – do domu wrócił tylko stryjek (przyp. autora).   

Marian Krysiak

Tekst opublikowany w Zeszytach Kolneńskich, nr 5

[1] Zofia Stachelek, urodziła się 9 listopada 1933 r.  w Nowej Rudzie, mieszka w Nowej Rudzie nr 25. Z panią Zofią rozmawiałem 25 października 2010 r.

[2] Stanisław Długozima, Uwolnienie aresztantów z Turośli, (w) Kontakty nr 29/1998, s.12.

[3] Marian Piotr Krysiak, Z dziejów parafii Turośl, Olecko 2005, s. 97.

Czytaj więcej: uroczyste_odsloniecie_pomnika_w_wanacji

REKLAMA

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

Partyzanci Partyzanci

6 12

Mój ojczym pamięta takie czasy. Wielcy bohaterowie jak ci tu wymienieni, zabili czterech Niemców a oni w zamian pół wsi wybili. To dopiero bohaterowie... No ale bohaterowie... A sieroty i wdowy zostały. A 04:22, 22.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

IHIH

18 2

Pamiętać należy, że wojska Armii Czerwonej podchodziły podówczas pod Lublin i Białystok. Na tyłach armii niemieckiej trwała akcja Burza, do której oddziały partyzanckie przygotowywały się przez cały okres okupacji. Podejmując decyzję o zlikwidowaniu żandarmów partyzanci mogli zakładać, że Niemcy nie znajdą czasu, sił i środków na przeprowadzenie akcji odwetowej, gdyż zaraz na te tereny wkroczą wojska sowieckie. Niemcy na pewno mieli problem natury organizacyjnej w przeprowadzeniu takiej akcji. Aby dokonać zatrzymań 400tu ludzi musieli zaangażować wojsko przynajmniej w sile kompanii 100-150 ludzi, a ponieważ w wyniku walk na wschodzie jednostki niemiecki nie miały pełnej obsady, to raczej 2. Poza tym mieli problemy z transportem. Do przewiezienia samych zatrzymanych potrzebowali ok 20 ciężarówek + transport eskorty. Stąd konieczność utworzenia punktu przejściowego w Turośli (notabene w Turośli słabo działał wywiad, bo po przygotowania Niemców można byłoby zauważyć i wywnioskować, że coś się szykuje. Z kolei jeżeli partyzanci podjęli decyzję o likwidacji żandarmów gdyż bali się rozpoznania przez nich, znaczy to tyle, że musieli się z tymi żandarmami znać. Znajomość z żandarmami była potrzebna partyzantom w celu wyłudzania informacji. Dokonując likwidacji żandarmów partyzanci pozbyli się źródła informacji). Wreszcie sam charakter akcji. Niemcy nie przeprowadzili odwetu poprzez pacyfikację wsi w formie eksterminacji całej ludności na miejscu, tak jak to robili na początku wojny lub jak przeprowadzali to na wschodzie, gdyż spotkaliby się wówczas z kolejną akcją odwetową podziemia lub w ogóle z czynnym oporem (partyzanci byliby w stanie zlikwidować po kolei wszystkie posterunki w miejscowościach gminnych). Represje dotyczyły w tym wypadku samych mężczyzn w sile wieku, stanowiących naturalne zaplecze kadrowe dla oddziałów partyzanckich i Wojska Polskiego, które kroczyło razem z oddziałami Armii Czerwonej. Na swój sposób działali zatem w sposób jak najbardziej racjonalny, ale świadczy to też o tym, że sama obecność na terenie oddziałów partyzanckich miała wymiar pozytywny, gdyż działała na Niemców odstraszająco. Z takimi szykanami jak przeprowadzono w Turośli w lipcu 1944r ze strony Niemców na prowincji partyzanci nie mieli styczności, zatem nie mogli tego przewidzieć. Co prawda Niemcy organizowali łapanki w większych miastach, ale mogli to tam robić, gdyż w większych ośrodkach dysponowali liczniejszymi garnizonami i tam taką akcję było im łatwiej przeprowadzić. W tym wypadku był to dla Niemców naprawdę problem natury organizacyjnej.
I najważniejsze. Nie można żadnej winy za zaistniałą sytuację przypisać podziemiu. Całkowitą winę ponosi ówczesny zbrodniczy model państwa niemieckiego, niemieccy decydenci i dowódcy. Rzeczą naturalną jest, że reakcją na przemoc okupanta jest aktywnie działające podziemie. Ta aktywna działalność nie może się opierać na tajnym kółku dyskusyjnym, klubie miłośników literatury zakazanej czy towarzystwie milczących kontestatorów rzeczywistości, tylko na działaniach z bronią w ręku. Dyskusyjny może być sposób przeprowadzenia akcji odbicia aresztantów przez partyzantów, gdyż samo zabicie żandarmów z militarnego punktu widzenia było bez znaczenia, a partyzanci jeżeli obawiali się rozpoznania mogli zlecić przeprowadzenie akcji grupie z zewnątrz. Tylko że aresztowania i transport 11 zatrzymanych nastąpiły tak szybko po sobie, ze najprawdopodobniej nie było czasu na wezwanie innej grupy.
Tak że jeszcze raz. Pełną odpowiedzialność za wydarzenia ponoszą Niemcy i tylko Niemcy, gdyż to oni zaplanowali, zorganizowali i przeprowadzili akcję aresztowań. To Niemcy, a nie nikt inny zorganizowali zbrodniczy system obozów. Przy czym nie robili tego bezwiednie, tylko z pełnym wyrachowaniem, w celu spacyfikowania, zastraszenia i w ostatecznym planie pełnej eksterminacji społeczeństwa polskiego. Ta rzecz nie powinna podlegać dyskusji, a kompletna ocena całego ciągu zdarzeń żadnej relatywizacji, gdyż jest to szkodliwe dla współczesnego społeczeństwa polskiego.
09:16, 22.11.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

W.W.

11 2

Cała prawda! 17:11, 22.11.2019


łatwo oceniaćłatwo oceniać

5 0

Łatwo oceniać ale wystarczy postawić się w roli tych partyzantów.Co oni potem czuli jak się dowiedzieli o jatce na cywilach?Teraz liżemy d...ę Niemcom i innym i nie zastanawiamy się kto jest odpowiedzialny za masakrę na pewno nie partyzanci .Rozmawiałem ze świadkami masakry i raczej nie winili Roga ,Łużyca i innych tylko przyjaciół z za Odry. 13:22, 25.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© kolniak24.pl | Prawa zastrzeżone