Zamknij
REKLAMA

Wyrok na zdrajcy w Kolnie

07:11, 20.03.2022 | Adam Przyborowski
REKLAMA

Według najnowszych ustaleń, to w miejscu salonu meblowego znajdował się  budynek amtskomissariatu Kolno (fot. Edward Rutkowski, kolneński fotografik)

Ze wspomnień wojennych Tadeusza Butlera drukowanych aktualnie w Zeszytach Kolneńskich. Jednym z bohaterów tego fragmentu wspomnień jest Zdzisław Tybinkowski, o którego tragicznej śmierci 8 maja 1945 roku jest artykuł w Kolniak-24.

„(…) Sęp I” - Zdzisław Tybinkowski i „Sęp II” - Mieczysław Modzelewski.

Zdzicho był mieszkańcem Kolna i serdecznym kolegą moim, oraz cichą sympatią mojej siostry ciotecznej Zdzichy (Dziuni) Setto.

Znał dobrze miasto, jego zwyczaje i mieszkańców.

Jako miejscowy młodzieniec nie wzbudzał żadnych podejrzeń, że ot, pokazał się w mieście. Był średniego wzrostu, mocnej, zwartej budowy ciała, wysportowany i silny jak kowal ,bowiem z braku pracy terminował u ko­wala prowadzącego swój warsztat przy ul. Gromadzyńskiej.  

Rumiany na twarzy i zawsze pogodnie uśmiechnięty swoimi białymi i równiutkimi zębami.

Mietek Modzelewski był rodem z Małego Płocka.

Podobnie jak Zdzicho odważny, śmiały i energiczny w działania i w swojej posturze nieco zbliżonej do Zdzicha, lecz nieco wyższy. Obaj byli ciemnymi blondynami -dwudziestolatkami.

Ci dwaj ochotnicy zostali wybrani do wykonanie wyroku i wybór ten był trafny z wie­lu innych powodów.

Obaj podobni do siebie, obaj chętni do każdej akcji i obaj, jak wskazały doświadczenia odważni w działaniu. 

Oto jak przebiegała ona w moim odczuciu i jak ją relacjonowali sami wykonawcy.

Przed wyruszeniem w godzinach popołudniowych w dn 7.VII. sprawdzili posiadaną broń krótką przez jej odczyszczenie i sprawdzenie działania bez strzelania ostrego.

 Każdy posiadał 20-30 naboi ze sobą do najbardziej sprawnych rewolwerów typu Nagan (bębenkowa) których w naszym oddziale było najwięcej.

Broń ta była niezawodna i każdy z nas miał do niej największe zaufanie.

Zwykle taki rewolwer wsadzany był za pasek spodni z przodu lub z tyłu a zakryty marynarką, kurtką lub swetrem bywał całkiem niewidoczny na pierwszy rzut oka.

Ponadto zabrali za sobą po dwa granaty zaczepne tzw „jajka” (jak nazywaliśmy je popularnie).

Wyglądem swoim nie zwracali na siebie żadnej uwagi,bowiem strój ich był typowy dla mieszkańców okolicznych wiosek i małych miasteczek.

Ot, zwykli młodzieńcy wyglądający na robotników powracających z pracy.

Jak opowiadał Zdzicho, idąc do Kolna nie mieli pewności czy swoją misję wykonają dnia następnego, czy też dopiero za parę dni dalszych?

Czy spotkają swoją ofiarę i czy w ogóle uda się im wykonanie wyroku?

Szli do jego wykonania w „ciemno” - bez pewności żadnych danych.

Jedna pewność jaką posiadali to fakt,że jeden tylko z nich tj Zdzicho znał Grzecha dobrze.

On był mieszkańcem Kolna, widywał go często w różnych okolicznościach,podobnie jak innych setki.

Nawet gdyby ów zmienił swój wygląd,ubiór to także by go poznał.

„Sęp II” - Mietek jako mieszkaniec Małego Płocka nie znał Grzecha, podobnie jak i Grzech jego, zaś zjawia­nie się nieznajomego, młodego człowieka przypatrującego się konfidentowi mogłoby zwrócić w tym ostatnim podejrzenie.

Ustalili w więc między sobą umowne hasło -gwizdanie pewnej melodii w przypadku spotkania swojej ofiary.

 Idąc więc do Kolna zatrzymali się na nocleg u jakiegoś zaufanego gospodarza na kolonii, zaś rano udali się w dalszą drogę.

Obaj przez okres pobytu w oddziale by­li nieco zarośnięci - jeśli idzie o ich czupryny. Ówczesna moda czy zwyczaj nie tolerował długich włosów a raczej estetyczne podstrzyżenie. Zdzicho był szczególnie uczulony na tle swojego wyglądu, włącznie z dbałością o swoją głowę.

Jego blond włosy były zawsze starannie uczesane a nad czołem lekko falujące się doda­wały mu młodzieńczego uroku.

Ze względu więc na ich długość nad karkiem u obydwu, postanowili już rano wstąpić do znajomego za­kładu fryzjerskiego prowadzonego przez Wacława Pelca.

Być może wstąpili także do rodziców Zdzicha p. Tybinkowskich, którzy zajmowali mieszkanie w istniejącym baraku obok byłego budynku w którym do 1932 r. mieszkał ówczesny starosta Franciszek Kulikowski.

Obecnie ten rejon miasta uległ całkowitej zmianie.

Istnieje w tym ciągu budynków tylko wyżej wspomniany, zaś obecny Dom Kultury i inne pobudowano w miejsce byłych szop i budynków gospodarczych.

Być może po rannym posiłku we własnym domu, już około godziny 10 - 11 postanowili udać się do zakładu fryzjerskiego, który o tej porze bywał już czynny.

(fot. Edward Rutkowski, kolneński fotografik)

Zakład mieścił się w rynku w części płn. zach. gdzieś około numerów obecnych 26-28 w połowie środkowej je­go odległości między ul. Cmentarną a Czerwińską.

U wlotu w ul. Czerwińską od strony rynku po lewej stronie istniał budynek Amtskommisariatu - niemieckich władz miasta (obecnie istnieje pawilon sklep).

Kiedy Zdzicho został obsłużony w strzyżeniu, na fotel siadł Mietek.

Słowem - zamienili się miejscami, aby obserwować rynek nie tracąc czasu.

Jakoż po pewnym czasie mieli szczęście.

Los uśmiechną się do nich.

Po niespełna godzinie ukazał się idący od strony ulicy Kozikowskiej (z lewej) samotny Grzech.

Bez asysty, samotny.

Jak zwykle szedł wolno, nie spiesząc się w kierunku arbeitsamtu.

Zdzicho siedząc na stopniach zakładu zaczął z cicha pogwizdywać umówioną wcześniej melodię, dając tym znać Mietkowi, że decydująca chwila nadchodzi.

Sam siedząc niby w oczekiwaniu na swoją kolej jedynie odwrócił głowę i zawołał: „a długo jeszcze..?”

Były to słowa skierowane niby do Wacka a w zasadzie do Mietka, aby już wyszedł, bo czas akcji nadchodzi.

Gdy Grzech minął zakład fryzjerski wolnym krokiem obaj także wolno w odległości zaledwie paru kroków podążali za nim.

Kiedy Grzech przekraczał jezdnię ul. Czerwińskiej i był już prawie na chodniku po stronie przeciwnej, widocznie czując instynktownie niebezpieczeństwo odwrócił się widząc idących za nim Zdzicha i Mietka.

Odległość między nimi była zaledwie 3-4 m.

Któryś zdołał wypowiedzieć jedynie: „z rozkazu konspiracyjnego sądu Armii Krajowej zostałeś skazany za zdradę na śmierć” i oddali po dwa strzały.

Działo się to w biały, słoneczny dzień lipcowy 8-go, około godziny południowej tuż pod oknami arbeitsamtu, podczas normalnych godzin urzędowania.

Oddane strzały do Grzecha spowodowały jego upadek i byli przekonani, że został zabity.

Nie było czasu na sprawdzanie skuteczności strzałów.

Byli i tak opanowani, że zdołali jeszcze zabrać z kieszeni marynarki pistolet, którego nie użył i który próbo­wał sięgnąć gdy się przewrócił.

Być może z powodu strachu a może już ostatkiem sił ten upadek był powodowany.

Czas naglił i nie było go na rozmyślania, przeszukiwania kieszeni itp. lub dobijania ofiary.

Wiedzieli wszak gdzie się znajdują i w jakim są obaj niebezpieczeństwie.

W budynku tuż obok bez wątpienia byli Niemcy i każdy z nich był zwykle uzbrojony.

W każdej sekundzie mogły paść strzały z okien w ich kierunku.

Nie było chwili do stracenia.

Pozostawili leżącego na chodniku Grzecha, zaś sami szybkim krokiem udali się w kierunku Aleksandrówki, aby po kilkudziesięciu krokach skręcić w prawo, przeciąć ulicę Zabielską (obecnie Mickiewicza) i zginąć między zabudowaniami.

Tak klucząc przeszli w kierunku torów kolejki wąskotorowej i między żytami, polami, okrążając miasto od strony wsi Czerwone po południu zjawili się w oddziale.

 Jakaż była radość, wiwaty i gratulacje im składane, nie muszę chyba tego opisywać szczegółowo.

Zadanie ich zostało wykonane szybko, sprawnie i skutecznie - tak wszyscy żeśmy sądzili.

 Najistotniejsze, że bez żadnych strat własnych, z którymi można było się liczyć.

Bardzo szybko, bo zaledwie na drugi dzień po ogłoszeniu akcji.

W biały dzień i w samo południe, tuż pod oknami samego magistratu pełnego Niemców.

To była brawurowa akcja świadcząca o swobodzie działania, pewności siebie i dobrze zaplanowanym czasie.

Być może sami Niemcy nie spodziewali się czegoś podobnego tuż pod oknami budynku będącego siedzibą władz okupacyjnych w mieście.  

Bez wątpienie zostali zaskoczeni strzałami padającymi prawie pod oknami i spodziewali się dalszych następstw?

Być może nawet wtargnięcia całego oddziału do wnętrza i rozprawienia się z nimi, bowiem nie nastąpiła natychmiastowa pogoń samych sprawców.

Nie strzelano za nimi ponieważ znikli Niemcom z oczu.

Być może na­wet bali się wychylić z okien, wyjść na ulicę, aby nie paść ofiarą lub nie wpaść w zasadzkę itp.

„Sępy” powróciły z zadania w aureoli bohaterów, bo nimi byli (…)”.

Warto wiedzieć, że:

Jednym z regionów Polski, który po 22 czerwca 1941 r. dostał się pod okupację niemiecką, było województwo białostockie. Z terenów wchodzących przed wojną w skład tej jednostki administracyjnej, z wyłączeniem powiatu suwalskiego, który już od 1939 r. włączony został do III Rzeszy, oraz części powiatów prużańskiego i brzeskiego z dawnego województwa poleskiego utworzono Bezirk Bialystok (okręg białystok). Ta nowa jednostka administracyjna powołana została dekretem Adolfa Hitlera z 22 lipca 1941 r. i istniała do końca okupacji niemieckiej na tym terenie. Składała się z siedmiu kreiskomisariatów: Białystok, Bielsk Podlaski, Grajewo, Grodno, Łomża, Sokółka, Wołkowysk. Wymienione miasta były jednocześnie siedzibami komisarzy okręgowych, ponadto Białystok stanowił także siedzibę szefa zarządu cywilnego. Niższy szczebel administracyjny stanowiły amtskomisariaty z komisarzami urzędów na czele. Podlegały im gminy z wójtami jako przedstawicielami, a tym z kolei gromady wiejskie, na czele z sołtysami. Okręg białostocki nie został formalnie (na mocy aktu prawnego) przyłączony do Rzeszy, jednakże szereg wprowadzonych rozwiązań prawnych doprowadził do ścisłego powiązania Bezirk Bialystok z administracją Prus Wschodnich.

W tych urzędach działali zakonspirowani żołnierze polskiego podziemia, o czym można przeczytać na przykład w artykule Kolneńskich dylematów wokół pamięci o burmistrzu Mieczysławie Torbiczu ciąg dalszy. Żołnierz AK kpr. pchor. Mieczysław Torbicz „Puchacz” na tle działalności wywiadowczej Armii Krajowej w Bezirku Bialystok (Kolniak 24 z19.03.2020) oraz artykule  Żołnierze konspiracji z Gminy Brańsk – wieś Koszewo: „Stanisław Zabłudowski ps. NN, „Gromada” –  ur.: 1903 r. w Koszewie, syn Teofila żołnierz i podoficer  PZP, ZWZ, AK  dowódca siatki terenowej  AK na wieś Koszewo w czasie okupacji był sołtysem blisko współpracował ze  Stanisławem Ferusiem ps. „Swój”, „Grzmot” – komendantem rejonu Brańsk, który pracował w amtskomisariacie w Brańsku. Utrzymywał też rozległe kontakty z innymi członkami konspiracji z tego regionu miedzy innymi z ppor. Mieczysławem Ciepłuchą ps. „Józef”, Kazimierzem Spodarem  ps. „Sas”, Józefem Sudorem ps. „Sad”, ze swoim szwagrem Feliksem Bińczakiem związanym z konspiracją w Brańsku oraz z Janem Siergiejukiem  ps. „Lis”, „Hak”. Był również odpowiedzialny za wyznaczanie ludzi do urzędu pracy „Arbeitsamt”, którą musiała sporządzić każda gmina na okupowanym terenie. Uczestnik zgrupowania akcji „Burza”. Po wojnie udostępnił część swego domu  na potrzeby szkoły,  był jednym z założycieli straży pożarnej w Koszewie, bardzo aktywnie włączył się też w budowę nowej szkoły w Koszewie. Ujawnił się w sierpniu 1945 r. W 1975 r. wyjechał z Koszewa do Bielska Podlaskiego.”

Przed zakładem fryzjerskim. To prawdopodobnie tutaj czekano na zdrajcę (fot, autor nieznany)

(Adam Przyborowski)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (11)

WartoWarto

4 1

wiedzieć!!! 11:00, 20.03.2022

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

  Kolnianin Kolnianin

3 0

Po przeciwnej stronie na ul. Koscielnej 1 byla piekarnia ze sklepem mojego ojca 11:40, 20.03.2022


Do KolnianinaDo Kolnianina

4 0

Może masz zdjęcia z tych czasów? 12:15, 20.03.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

JanschJansch

1 3

Jesteśmy w Uni Europejskiej, czerpiemy całymi garściami-wszyscy. Taki artykuł, to jest szowinizm. A gdzie wasze 700 mln. Eurasków z funduszu odbudowy, czyżby słuch po nich zaginął. Już pis nawet nie skomli. 14:59, 21.03.2022

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

TrollTroll

2 1

ruski się odezwał. Mają zasięg od Uralu do Radia Maryja 17:39, 21.03.2022


Z gminyZ gminy

4 1

Bardzo proszę o artykuł o żołnierzach NSZ z Zabiela, Kolimagów, z informacją która to kobieta ich wydała, gdy urządzali zasadzkę na Niemców pod mostem w Wincencie. Trafili do obozów przez tę ..kę.
15:50, 21.03.2022

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

więcejwięcej

3 1

szczegółów! Jak ktoś wie więcej to niech napisze. 17:40, 21.03.2022


TomaszTomasz

3 1

Panie Redaktorze.
Budynek dawnego magistratu nadal stoi.
Drugie zdjęcie błędnie pokazuje zupełnie inne miejsce. 07:27, 22.03.2022

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

kkkk

3 0

Zgadza w tym miejscu stala kamienica zamieszkala prze rodzine zydowska. 09:48, 22.03.2022


Do TomaszaDo Tomasza

1 0

Panie Tomaszu, są głosy, że stoi budynek sąsiedni a budynku magistratu z czasów okupacji już nie ma. Co Pan na to? 20:30, 22.03.2022


nareszcienareszcie

3 0

prawdziwa dyskusja o historii Kolna - trzeba tego więcej 11:19, 22.03.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%